Wyobraź sobie amerykańskie wesele z filmów budżetowych. Tak właśnie będzie. Zielona trawka, wykładzina rozdzielająca morze krzesełek, jakiś ziomek na końcu i my we dwoje. On nam mówi, my mu gadamy, Wy jesteście w tle i płaczecie ze szczęścia. A, i nie róbcie obciachu; bądźcie na miejscu z 10 min wcześniej.
Po wzruszających momentach czas na porządną imprezę. Z trawnika przechodzimy pod namiot parędziesiąt metrów dalej. Będzie żarcie, DJ będzie, komary będą, alkohol też będzie. Będziemy mieli animatorów dla dzieci, więc bez stresu można się wyzbyć bagażu.